Wednesday, November 15, 2017

Wywiady Klubowe: Rozmowa z Joanną Rutko-Seitler

Wywiady Klubowe powracają dzisiaj do Szwajcarii. Tutaj też mieszka polska blogerka Joanna.

Joanno, gdzie jest Twoje miejsce w Polsce?
 
Urodziłam się w Bolesławcu, wychowałam w Żarach. Często zaglądam do tego miejsca, choć rodzina już wymarła i tylko paru znajomych pozostało. Teraz gdy jeżdżę do Polski, zatrzymuję się u rodziców mojej przyjaciółki w Nowogrodzie Bobrzańskim, który jest moim drugim domem i bazą wypadową na różne wyprawy. Pozostaję jednak w Lubuskiem, gdzie grzyby, ryby i ruiny...

Jak dawno temu wyjechałaś z Polski?

Do Szwajcarii wyjechałam pierwszy raz na zimowy urlop w 2001 roku, ale tak mnie tam ciągnęło, że zostawiłam wszystko i na wiosnę podjęłam pracę pod Zurychem (w Richterswil). Jakby nie patrzeć, zaraz będzie już 17 lat.


Kraj/ kraje i przyczyna Twojej emigracji to...

Jako studentka wyjeżdżałam do pracy sezonowej do Niemiec i do Szwajcarii. Niemcy jednak nie przypadły mi do gustu. Nie mogłam się odnaleźć w Berlinie. Helwecja i jej małe miasteczka mają tyle uroku, że to właśnie tutaj postanowiłam się osiedlić. W Arbon, nad jeziorem Bodeńskim.

Co nam powiesz o swoim wykształceniu?

Jestem absolwentką Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości we Wrocławiu, o kierunku Administracja Rządowa i Samorządowa. Niestety nie pracowałam tutaj w tym zawodzie, gdyż... takiego zawodu po prostu nie ma. W Szwajcarii jesteś albo specjalistką od czegoś, albo od niczego. Lubię się kształcić. Niedawno ukończyłam kurs pracownika ochrony, który potrzebny mi był, by nieskrępowanie brać udział w festiwalach, jako ochrona sceny. Dorobiłam sobie też licencję na użytkowanie gazów łzawiących. W planie jeszcze inne kursy i licencje, związane z ochroniarstwem.


Te inne licencje brzmią interesująco...

Czym zajmujesz się na co dzień?

Mam wiele zajęć. Najważniejszym z nich jest wychowywanie dziecka. To córka jest na pierwszym miejscu. Mam wiele zajęć dodatkowych. Jestem fotografką „eventową" (weekendy), w sezonie letnim organizuję koncerty nad jeziorem w moim mieście (PickNickJazz am See), pracuję na wszelakich festiwalach (Greenfield, Streetfood). Jestem menagerem grupy muzycznej mojego męża i znajomego, prowadzę bloga i administruję fejsbukową grupę Polacy w Szwajcarii. Ponadto pomagam Polakom „bez języka" w gminie, u lekarzy i przy załatwianiu innych spraw urzędowych.

Jakie masz hobby / co lubisz robić w czasie wolnym?

W wolnym czasie przy złej pogodzie lubię się legnąć z kubkiem kawusi (Obligatoryjnie Nescafe 3w1 z Polski) z książką, gazetą Wróżka lub z tabletem, czytając inne blogi. Obok mnie traktorujący futrzak James, którego ulubione miejsce to wszystko, co elektroniczne. W tym wspomniany tablet. Gdy pogoda dopisuje, biorę aparat i wędruję.


Z czego jesteś dumna?

Pomimo tego, że jestem osobą publiczną i narażam się na „hejt” wśród rodaków, jestem dumna z tego, że mogłam pokazać Szwajcarom, jak również i Polakom, że jako „Auslanderka" potrafię się zintegrować i stworzyć coś, co nikomu jeszcze do głowy nie przyszło. Mieszkam nad jeziorem Bodeńskim w pięknym miasteczku, w którego porcie znajduje się pawilon muzyczny, stojący odłogiem. 5 lat temu wraz z mężem, wpadliśmy na pomysł, by go ożywić. W tym roku dostałam pierwszą dotację od miasta, a impreza wyrobiła już sobie markę.

Kiedy zaczęłaś pisać bloga / o czym piszesz na blogu?

Siedząc w branży kulturowo-muzycznej, zauważyłam, że brakuje kalendarium z imprezami w języku polskim. Długo zastanawiałam się jak to rozwiązać, aż w końcu zdecydowałam się, że założę bloga. Obserwowałam blogi koleżanek i zauważyłam, że jest luka, bo nikt do tej pory o imprezach nie pisał. Bałam się, że pomysł nie przejdzie. Kilka osób jednak rozwiało moje wątpliwości i tak oto Auslanderka w Szwajcarii wypłynęła. Potem doszły relacje z imprez, knajpek, restauracji, opisy odwiedzanych miejsc, helwecka kuchnia i najważniejsze sprawy w tym kraju. Od szczepień dzieci, przez obowiązek szkolny do alimentów na przykład. Wielu ludzi zadaje mi pytania przez messengera i zamiast powtarzać się kilkakrotnie, piszę artykuły, w których staram się w miarę szczegółowo naświetlić problem i rozwiązanie. Jeśli brakuje mi wiedzy w danym temacie, idę do gminy i pytam. Często też wykorzystuję wiedzę mojego męża, który jest lekarzem i kolegi, który jest policjantem i strażakiem. Takie znajomości bardzo się przydają.


Czym jest dla Ciebie Klub Polki?

Na stronę klubu Polki trafiłam przez koleżankę blogerkę. Widziałam logo na jej stronie i weszłam. W szoku byłam, że jest tyle dziewczyn (i chłopak) z całego świata... Każdy ma własną historię do opowiedzenia, każda historia jest ciekawa. Zastanawiałam się, czy warto byłoby się dołączyć... pewnie, że warto! Wysłałam zapytanie i mnie przyjęto. Na oficjalną stronę klubu wchodzę parę razy w miesiącu. Wiem, nie często, ale na FB mogę śledzić nowości i wszystkie wpisy. W życiu nie widziałam na oczy tych dziewczyn, ale czytam z zapałem pewne blogi. I tak jak ja się dziwię, kto mnie w Chinach czyta, tak pewnie panie z Tajlandii, Wietnamu czy też Turcji dziwią się kto je w Szwajcarii czyta. Klub to taka mała-wielka rodzina, która się czasem i pokłóci, i przytuli jak trzeba.

Co jeszcze chciałabyś nam powiedzieć o sobie?
 
We wrześniu uruchomiłam dział wywiady. Są to rozmowy z Polakami, którzy założyli biznesy w tym pięknym kraju. Ostatnie pytanie, Jaką radę dałbyś Polakom, zakładającym swój biznes, wszyscy odpowiadają zgodnym chórem: Wierzyć w siebie, spełniać marzenia i nie poddawać się. I to jest również moje motto. Blog nie jest perfekcyjny. Ja nie jestem perfekcyjna. Robię, co mogę i się nie poddaję. Nie rezygnuję z pisania, tylko dlatego, że ktoś po mnie pojechał jak po szmacie. I wszystkim tego życzę. Niech Wam zwisa i powiewa to, co inni o was myślą. Róbcie swoje.



JOANNA RUTKO-SEITLER 

Blog Joanny: Auslanderka w Szwajcarii 

Joanno, dziękujemy za spotkanie.
Cieszymy się, że mimo tak wielu zajęć mogłaś poświęcić nam chwilę na naszą klubową rozmowę. Gratulujemy osiągnięć i tego, że przeciwności oraz niepowodzenia, które zdarzają się każdemu, Cię nie zniechęcają.

A więc róbmy swoje (o czym spiewał też Wojciech Młynarski) i nie rezygnujmy z marzeń!
Co Wy na to?

Zdjęcia: Joanna Rutko-Seitler





Wednesday, November 8, 2017

Pecos Bill

Pecos Bill, fikcyjny kowboj o nadprzyrodzonej sile i nieziemskich mocach, jest bohaterem popularnych w Teksasie opowieści, wymyślonych i spisanych przez Edwarda S. O'Reilly na początku XX wieku.

Pecos Bill urodził się w latach trzydziestych XIX wieku, był najmłodszym, osiemnastym dzieckiem teksaskiego pioniera i jego żony. Już jako niemowlę Pecos Bill był niezwykły - zaczął mówić, gdy nie miał jeszcze miesiąca, a w okresie ząbkowania, zamiast tradycyjnego gryzaka wolał bowiem ssać nóż. Kiedy potrafił już poruszać się na czworakach, Pecos Bill wymykał się mamie, by siłować się z młodymi niedźwiedziami i innymi dzikimi zwierzętami.

Pewnego razu, gdy rodzice chłopca przeprawiali się wozem przez rzekę Pecos, mały Bill wypadł z wozu i wpadł do rzeki. Jej nurt porwał dziecko i poniósł daleko od miejsca, gdzie byli jego tata i mama. Chłopiec jednak nie utonął - gdy wpadł do wody od razu, 'sam z siebie' nauczył się pływać i dotarł do brzegu rzeki. Tam znalazła go samica kojota, która zaprowadziła go do swojego stada. I tak przez piętnaście lat Pecos Bill żył wychowywany przez kojoty.

Chłopca odnalazł przypadkiem jeden z jego braci. Rodzina Billa musiała wówczas nauczyć go ludzkich zachowań i tego, że jest człowiekiem, a nie kojotem.

Pecos Bill wyrósł na super kowboja. Był najsilniejszy, najwspanialszy i najmężniejszy. Według legendy to właśnie on wymyślił lasso oraz znaczenie bydła przy pomocy rozgrzanego metalu. Potrafił jeździć na tornadzie oraz na panterze jak na rumaku, do popędzania bydła służył mu nie bat, a grzechotnik. Bill potrafił też założyć uprząż na rzekę Rio Grande po to, by nawodnić nią swoje ranczo. Jego ulubionym koniem był Widow Maker, który żywił się dynamitem i był tak niebezpieczny, że można było stracić życie, próbując go dosiąść.

Pecos Bill miał wiele żon, ale jego jedyną miłością była jego pierwsza żona Slue-foot Sue. Zaraz po ślubie Sue chciała, by Bill w dowód miłości pozwolił jej dosiąść Widow Makera. Mimo sprzeciwu męża (jak wiemy rumak Billa nie był zwykłym, potulnym konikiem) Sue dopięła swego. Gdy wsiadła na konia, ten zaczął wierzgać i kopać tak mocno, że Sue zleciała z siodła. Panna młoda, zgodnie z ówczesną modą, miała na sobie turniurę - metalowy, elastyczny stelaż, który podtrzymywał halkę i spódnicę sukni. Siła upadku sprawiła, że dzięki owemu sprężynującemu elementowi garderoby, Sue zaczęła odbijać się jak piłka coraz wyżej i wyżej. Nawet Bill nie dał rady jej zatrzymać. Sue odbijała się od ziemi dalej i dalej. Nieszczęsny małżonek zdał sobie sprawę, że jak tak dalej pójdzie, wkrótce Sue zginie śmiercią głodową. Dlatego, by ją od tego uchronić, musiał niestety zastrzelić swą świeżo poślubioną żonę. Inna wersja tej legendy mówi, że Sue doleciała do Księżyca i tam do dzisiaj odbija się na turniurze w górę i w dół.


Pecos Bill miał wiele przygód, które O'Reilly opublikował w roku 1923 w postaci sagi. Ten niezwykły kowboj i superbohater jest przykładem postaci tak zwanego pseudofolkloru, który prezentuje zmyślone historie i zmodyfikowane legendy jako legendy prawdziwe, mające podstawy historyczne. Jakby nie było, opowieści o Pecos Billu stały się tak popularne, że stał się on jednym z wielu bohaterów folkloru amerykańskiego.


Ilustracja: By Maroonbeard (Own work) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons





Friday, November 3, 2017

Mom's WW2 Stories: School

When the war started and Poland was occupied by Nazi Germany, the ability of speaking and understanding German became vital. My grandma was a fluent German speaker and she decided to teach the language to her little daughters. Her teaching method was simple - she spoke to the girls in German only. Every day, day by day. At the beginning, mom (a few year old baby girl then) and her two years older sister cried because they did not know what their mother was saying. Therefore, they often asked grandma, with tears in their little eyes, to tell them in Polish what she meant. Although the method may seem a bit drastic, it appeared to be very effective - after three months of such active learning, both girls could easily communicate in German. Then, grandma Irena started talking to her daughters in their native language again.

When mom "became of age" and the very first day of her school education came, she was more than ready considering the German language. It was important as Polish was forbidden - the classes were run by German teachers in German only. Since she could also read and count (the early primary school mathematics level of course), after a short time of her career in the first grade, mom was moved the third one and attended classes together with her older sister.

Frau K., their teacher, seemed not to be keen on the Polish kids and she made them see and feel (literally) it. An example? One morning mom was walking along the corridor toward the classroom, at the same time, a German boy of the same third-year group passed her by. He was running. The teacher saw him ran but when he ran into the classroom, she said nothing even though running in the school building was forbidden. When mom reached the room, Miss K. yelled at her: "Running is not allowed!" and hit her with a stick. It did not help that mom cried and tried to explain: "I did not run Miss. It was Georg.*", she got her beating anyway.

Despite all the years which have passed (mom is eighty-two now), she can still remember what she learned during her first year at school. One of the songs which she very much enjoyed was  Jetzt fahrn wir übern See, übern See. I have found a modern video version of it on YouTube (the teacher and the kids in the video are not related to mom's story in any way).


The song is about sailing across the see without paddles, birds which sang and hunters who blew their horns. The trick during singing is that you are not supposed to sing a certain word. Mom recalls that when they sang the song at the class, whoever happened to make a mistake, forgotten to be silent at the right time, had to stand up.

Another song which she learned at school was Es regnet, es regnet, die Erde wird nass!


This one is obviously about the rain but the children are pleased because they are sitting in a dry place and they will not get wet.

Except singing, there was also reading and Das Büblein auf dem Eise. The poem, written by 19th-century German poet Friedrich Wilhelm Güll, tells a story about a little boy who is eager to check whether the fresh ice on a pond is thick enough to play on it. The poem is quite long and mom can still recite the beginning of it.

All in all, mother's wartime school education adventure did not last long. One day, when mom and her sister came to school, Miss K. greeted the pupils with a "Heil Hitler!", as usual. Then, the Polish children were given homework and told to go back home. It all repeated on the next day. The teacher did not check whether the previous homework had been done, just set another one and, again, "go home" for the Polish pupils. Soon, when they came to school they were not allowed to enter the building at all. The classes were for German kids only.


In the picture mom - ready to go to school on her very first school day (September 1942). The flowers were for her teacher. Mom was wearing a green velvet skirt made by grandma. The skirt had red buttons with pictures of little green toadstools on them.

Can you remember anything from your first year in primary school, what you learned then? Well, I cannot. Maybe there was nothing unusual about it or I did not really enjoy it. Who knows.

* The name has been changed 







Tuesday, October 31, 2017

Movies Monthly: September

Here are the films and TV shows which we enjoyed watching most in the month of September.

Miniseries

Hatfields & McCoys - 2012 (history) - with the family connection to McCoys (which I had found during my ancestry research project) it was very interesting to rewatch the tragic family history. This time, we looked at all the events from a more personal angle. Our connection to McCoys was Ms. Barbara Trollinger (born in 1768). In 1796 she married William McCoy who was Asa Harmon McCoy's uncle.



Documentaries:

Beslan - Three Days in September - 2006 - school starts in Poland on September 1 as well. On that day in 2004, I started another school work year - everything at our school went smoothly, as usual. The opening school year ceremony and the all school gathering lasted for about a half an hour, then students went to the classrooms to meet their teachers and get their classes schedules. That was all. At the same time in Beslan, such horrifying things happened and lasted much longer than one school-day only. In my opinion, everybody should watch the documentary, maybe they could see then what appalling deeds are certain people capable of.

Expedition Texas - the episodes which we watched had been aired in 2016 (season 7) - little known but interesting facts about places and (old) buildings in Texas.

The Vietnam War  - 2017 - very informative and educational series. I was born when the war had already begun. I lived in Poland, I was little and Vietnam was far away in Asia. Never had I realized how long the war lasted and how very much deceived those men had been until I watched the series. They all were the victims of the war.

It is stunning how current some comments and slogans from the 70s, showed in the documentary, seem to be. "Our flag - love it or leave" for example. A lot of interesting facts and materials make the show quite a history lesson.

The last part of the series I found very moving. Our brother is a Vietnam veteran as well.

Our Classics of September

Platoon - 1986 (war) - we watched it as the post-final part of The Vietnam War series. Many historical facts mentioned in the documentary were included in the movie.


Cobra - 1986 (action) - another Stallone's film which is good to rewatch from time to time.

Dune - 1984 (SF)  - I used to have the book which the movie was based on. The book (original version in English) was thick, full of descriptive parts. It was interesting to see the visual version of it. Quite well-made, I did enjoy watching the movie.

Seven Years in Tibet - 1997 (biography, drama) - if you have not seen it, you should. Certainly worth sparing your time to watch the 1997 version of the film. I have not seen the original Austrian story made earlier in the 50s.

 Network - 1976 (drama) - it is sad how the movie TV premonition seems to be very much a reality right now. "I'm as mad as hell and I'm not gonna take this anymore!" feels still current too.


Other movies

Fantastic Beasts and Where to Find Them - 2016 (fantasy) - interesting, involving and entertaining + many nice computer effects.

The Lucky Ones - 2008 (drama) - unfortunately, as it was shown in the movie, many people neglect not only the ex and present service men and women as persons but their sacrifices as well.

Land of Mine - 2015 (war, history) - a tricky title - it meant something totally else than you could think.

Sister - 2016 (drama) - it is commonly known that a family environment has a great impact regarding child's development and life. That influence obviously may be positive or negative. The film shows an interesting example of it all + how the bond between siblings may change and grow.

Tremors 1- 4 (SF) - the original first part (1990) and the fourth "The Legend Begins" were the most enjoyable ones of the four.

Suicide Kings - 1997 (drama) - a weird but interesting story.


Eagle Eye - 2008  - a bit different action film.







Monday, October 30, 2017

Wywiady Klubowe: Rozmowa z Ewą Wesołowską

Witamy Was w dzisiejszym odcinku Wywiadów Klubu Polki na Obczyźnie!

Po wizycie w Anglii, skaczemy do Holandii, by porozmawiać z Ewą.

Witaj miła Klubowiczko 😊. Opowiesz nam o tym, gdzie jest Twoje miejsce w Polsce?

Trudno mi wskazać jedno miejsce. Najdłużej mieszkałam w Ostrowcu Świętokrzyskim, bezpośrednio przed wyjazdem z Polski była to Warszawa, gdzie nadal mieszka większość moich przyjaciół, a najukochańsze miejsce to chyba Turbacz w Gorcach. Za polskimi górami bardzo tęsknię!


Jak dawno temu wyjechałaś z Polski?

Z Polski wyjechaliśmy w 2011 roku.

Kraj/ kraje i przyczyna Twojej emigracji to...

Z mężem zawsze bardzo lubiliśmy podróżować. Z plecakami wędrowaliśmy po Europie, Ameryce Południowej, Bliskim Wschodzie. Ale kiedy urodził się nasz synek, uznaliśmy, że z małym dzieckiem trudno będzie już spać na lotniskach, w namiocie na pustyni, czy w nocnym pociągu w Karkonosze :) Uznaliśmy, że teraz najlepiej będzie pomieszkać w jednym kraju, spokojnie go poznawać, a później przenieść się do kolejnego… Szykowaliśmy się do Helsinek, ale pierwsza oferta pracy przyszła z Barcelony. W stolicy Katalonii spędziliśmy cudowne prawie trzy lata i zdecydowaliśmy się przenieść tym razem na północ, do Holandii. Życie w Niderlandach okazało się dużo mniej radosne niż nad Morzem Śródziemnym i jesteśmy bardzo szczęśliwi, że za kilka tygodni wracamy do Barcelony. Tym razem chcemy pomieszkać tam dłużej, bo w samej Katalonii czeka na nas tyle miejsc do odkrycia, nie wspominając o całym Półwyspie Iberyjskim!



Twoje wykształcenie?

Ja zdecydowanie wdrażam „life long learning”, czyli uczenie się przez całe życie. :) Skończyłam ekonomię na SGH, studia europejskie na College of Europe, a miesiąc temu napisałam pracę magisterską z lingwistyki stosowanej.


Czym zajmujesz się na co dzień?

Przede wszystkim dwójką dzieci :). Właśnie skończyłam kolejne studia, ale też cały czas uczę się i korzystam z kursów MOOC, głównie programowanie i analiza danych. Do tego lekcje baletu, języków, a ostatnio planowanie przeprowadzki!

Jakie masz hobby / co lubisz robić w czasie wolnym?

Balet, łyżwiarstwo figurowe, podróże małe i duże, trochę fotografia, choć bardzo amatorsko.

Z czego jesteś dumna?

Z mojej rodziny!
 


Kiedy zaczęłaś pisać bloga / o czym piszesz na blogu?

Pierwszego bloga zaczęłam pisać we wrześniu 2012 roku. Miałam w domu dwójkę małych dzieci i zaczęłam pisać o moim życiu: Barcelona z dzieckiem . Po przeprowadzce do Holandii w 2013 roku założyłam nowego bloga o nowym życiu: Cały ten Beneluks. Teraz powoli szykuję się na powrót do Barcelony z dzieckiem :).

Czym jest dla Ciebie Klub Polki?

Klub Polek jest przede wszystkim cudownym miejscem spotkań, wymiany doświadczeń, ciekawych projektów. Zwykle niechętnie wstępuję do stowarzyszeń i chwilę obserwowałam Klub z zewnątrz, zanim do niego przystąpiłam. Należę do niego chyba od 2015 roku i cały czas jestem tak samo zachwycona!

Co jeszcze chciałabyś nam powiedzieć o sobie?

Zapraszam do odwiedzenia moich blogów:
Barcelona z dzieckiem
Cały ten Beneluks

EWA WESOŁOWSKA 

Polecamy Waszej uwadze blogi Ewy i zapraszamy do przeczytania kolejnego Wywiadu z zupełnie inną panią - Polką na Obczyźnie.

Pozdrawiamy czytelników Wywiadów!

Zdjęcia: Ewa Wesołowska





Tuesday, October 24, 2017

In The Kitchen With Tobo: Real Mexican Tacos

About our first ever real Mexican tacos and the diner.

In The Kitchen With Tobo: Real Mexican Tacos: Some time ago, we visited (for the first time) Real Mexican Taco place which had been recommended to us. We had never eaten real Mexican tac...

Thursday, October 12, 2017

Wywiady Klubowe: Rozmowa z 'Dee'

W dzisiejszym odcinku Wywiadów mam przyjemnosć goscić Dorotę, znaną w Klubie Polki na Obczyźnie także jako 'Dee'. 

Jakiś czas temu Dorota zainspirowala mnie swoim projektem 'Alfabet Emigracji', w którym brałam udział. Efektem tego była blogowa seria 'My Texas Alphabet' (posty w języku polskim i angielskim opublikowane na Gone to Texas).

Witaj Dee! Ciesze sie, że znów się spotykamy (wirtualnie). Powiedz nam, gdzie jest Twoje miejsce w Polsce?

Najważniejszym dla mnie miejscem na pewno jest i będzie Kraków. Tu się urodziłam i wychowałam, tu wszystko stało się po raz pierwszy. Byłam fanatyczną zwolenniczką tego miasta, chodziłam po jego ulicach i zachwycałam się. Wiedziałam o nim wszystko, od podszewki. Jednakże drugim miejscem, które darzę wielką sympatią i do którego mam sentyment to Góry Świętokrzyskie, skąd pochodził mój tata. Tutaj urzekły mnie lasy i natura i tajemnicza historia pierwszych Słowian, którą te miejsca kryją.

Jak dawno temu wyjechałaś z Polski?

W październiku minie 19 lat odkąd mieszkam na wyspach brytyjskich.

 

Dee, opowiedz nam o kraju i przyczynach swojej emigracji...

Mieszkam w Wielkiej Brytanii, w jednym z jej piękniejszych regionów, w Kent, który nazywa się ogrodem Anglii. Mój wyjazd z Polski był nagły i miał trwać 6 miesięcy, nie planowałam nigdy opuszczać mojego Krakowa. Wyjechałam po miłosnym zawodzie i chciałam do siebie dojść, zapomnieć i może przy okazji nauczyć się języka angielskiego. Wyszło inaczej, bo pierwszego dnia nad Tamizą poznałam mojego obecnego męża i los zadecydował za mnie.


Z wykształcenia jesteś...

Jestem magistrem historii i w Anglii skończyłam historię sztuki.

Czym zajmujesz się, na co dzień?

Przez 12 lat byłam managerem sieci kafejek, ale ze względu na dzieci przestałam pracować. Teraz jestem mamą i zajmuję się domem, ale miejmy nadzieję, że już niedługo. Bardzo ambitne plany przede mną, których nie zdradzę na razie.

Twoje hobby to...

Mój mąż się śmieje, że nie mam czasu na życie, bo tyle mam zajęć. Kocham fotografować, podróżować po świecie, włóczyć się z psem po nieznanych mi okolicach, poznawać je i zgłębiać ich historię. Uwielbiam historię Słowian i dużo o nich czytam i zbieram materiały. Maluję i remontuję stare meble, a czasami przyozdabiam je techniką zwaną decoupage. To kolejne moje hobby: dekorowanie rzeczy przy pomocy serwetek.

Z czego jesteś dumna?

Jestem dumna, że pomimo wielu kłód, jakie życie nam rzuciło pod nogi, jesteśmy bardzo szczęśliwą rodziną i dobrze nam ze sobą. Mieszkamy w małym kentowskim miasteczku, mamy wielu przyjaciół i dużo podróżujemy. Jestem też bardzo dumna z moich niesamowitych dzieci.


Kiedy zaczęłaś pisać bloga?

Zaczęłam pisać w Paryżu, gdy sama włóczyłam się po paryskich ulicach i zgłębiałam nie tylko francuską stolicę, ale również sama siebie. Odkryłam inne warstwy własnej osoby. Doceniłam bardzo moje życie. To było 3 lata temu. Mój blog jest głównie o podróżach i miejscach, które odwiedzam.

Czym jest dla Ciebie Klub Polki?

Hmm, to nie jest łatwe pytanie. Klub początkowo był dla mnie miejscem spotkania niesamowitych kobiet rozrzuconych po całym świecie. Możliwością wymiany informacji i rozmowy. Teraz stał się czymś jeszcze bliższym, im dłużej w nim jestem i im dłużej znam udzielające się tam dziewczyny. Nie zawsze jest kolorowo, ale klub uczy też tolerancji i zrozumienia innych, bo w innych miejscach na świecie życie wygląda często inaczej.

Co jeszcze chciałabyś powiedzieć o sobie?

Tylko jedną rzecz: jestem żywym dowodem na to, że na emigracji można żyć szczęśliwie i nie tęsknić. Stworzyć własny, mniejszy lub większy świat i odnaleźć się w nim.
Tyle, dziękuję za rozmowę.

DOROTA 'DEE' ŁUKASIK

Blog Doroty: Nie zawsze poprawne zapiski Dee

Doroto, dziekujemy za rozmowę i naszą klubową współpracę. Gratulujemy wspaniałej rodziny,  życzymy też powodzenia w realizacji tajnych (obecnie) planów osobistych!